Wieczorem po rannej awanturze Taro jak zwykle siedział do późna z dorosłymi. Tym razem Laxus dopilnował, aby nie pił. Chłopak siedział sobie na krześle i bujał się na nim.
- Dobrze jest już późno musimy wyjść. Obiecałem Mirze, że zamknę. - Powiedział Laxus.
Wszyscy wstali nie chętnie, posprzątali i zaczęli wychodzić. Kiedy Laxus i Taro chcieli zamknąć gildie zauważyli kobietę idącą w ich stronę.
- Przepraszam czy pani do gildi? - Zapytał Taro.
- Czy jest tu mistrz Natsu? Mam dla niego pilną wiadomość. - Powiedziała kobieta.
- Wejdźmy do środka. - Zaproponował Laxus.
Kobieta usiadła przy jednym z kilku stolików. Ściągnęła kaptur z głowy. Wyglądała młodo. Musiała mieć koło dwudziestki. Taro najbardziej podobały się jej fioletowe włosy. Długie i falowane.
- Nazywam się Sakura. Przybyłam z wioski Weed. Mieści się na południu. Ostatnio dziwne rzeczy działy się wokół. Uciekały ptaki i zwierzęta, było słychać dziwne dźwięki dochodzące z różnych stron świata, a ostatnio został spalony las. Kiedy poszliśmy to sprawdzić, znaleźliśmy ślady. Jak twierdzi nasza wódz, że to były ślady smoka. - Opowiadała kobieta.
- Co powiedziałaś?! - Laxus wstał jak oparzony - To nie możliwe one wyginęły!
- Też tak myślałam, ale ja widziałam te ślady i jestem pewna, że to były ślady smoka!
- Tato uspokój się. Przepraszam panią, mój ojciec jest impulsywny. - powiedział Taro broniąc ojca.
- Nic się nie stało, ale to wszystko co chciałam przekazać. Przepraszam, ale muszę już iść. - Sakura nałożyła kaptur i wyszła. Nie zatrzymali jej. Taro wiedział, że gdyby powiedział coś do ojca ten od razu by się wkurzył. Więc czekał , aż sam coś powie.
- Idziemy do domu. - Powiedział Laxus bardzo poważnie. Jego syn wiedział, że gdyby go nie posłuchał, ojciec wybuchłby i cały pokryłby się piorunami.
Do domu wracali w milczeniu. Było tak cicho, że Taro słyszał jak krople deszczu spadały na drogę. W końcu zebrał się w sobie i powiedział:
- Ojcze, powiedz jak smoki wyginęły?
- Było to w roku siedemset siedemdziesiątym siódmym, siódmego lipca. Nagle zniknęły. Nikt nie wie gdzie są, ani czy kiedyś powrócą, ale jestem pewien, że ona kręci. - Opowiedział Laxus.
- Więc co zrobimy?
- Nikomu nic nie powiemy. Nawet Natsu. Pojadę jutro tam i to sprawdzę.
- Chce jechać z tobą. Pozwól mi.
- Nie. Jeżeli ona kręci może być to pułapka. Nie mogę narażać twojego życia, a Mira i tak by ci nie pozwoliła.
- Wiem o tym.
Doszli do domu. Przy wejściu czekała na nich Mira, ale nie była zła.
- Witajcie. - Powiedziała podchodząc do Laxusa i całując go w policzek.
- Cześć. - Powiedział zarumieniony Laxus.
- Hej mamo. - Przywitał się syn.
Taro pobiegł do swojego pokoju. Miał ochotę wziąć kąpiel i położyć się spać, ale jego mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Nasunął na siebie kołdrę i zasnął. Kiedy się obudził było koło siódmej. Słyszał, że jego rodzice już nie śpią. Zszedł na dół. Słyszał jak jego rodzice rozmawiają.
- Laxus proszę cię nie możesz tam iść sam. Pójdę z tobą. Taro jest dorosły poradzi sobie. - Mówiła Mira.
- Musisz z nim zostać. Jeżeli zostałby sam poszedłby za nami. Dobrze o tym wiesz. - Powiedział Laxus przytulając płaczącą żonę.
- Mamo, tato czy coś się stało? - Zapytał Taro.
Laxus i Mira odskoczyli od siebie. Jego ojciec nie chciał się z nim pożegnać, chłopak czuł jak wszystko się w nim gotuje. Widocznie rodzice to poczuli bo zaczęli się tłumaczyć.
- Synu dzisiaj wyruszę do wioski Weed.
- Dlaczego nie chciałeś się ze mną pożegnać?! Myślałem, że jesteś inny! Ja myślałem, że mi ufasz! - Krzyczał Taro.
Chłopak wybiegł z domu. Rodzice go nie zatrzymywali. Gildia była zamknięta, więc nie miał gdzie iść. Biegł przez jakiś czas gdy dobiegł do wyjścia z miasta. Chciał uciec. Wszystkim się wydaje, że przesadza, ale tak nie jest. Jego ojciec zawsze wszystko mu mówił, a teraz nigdy mu już tego nie wybaczy on kazał mu mówić wszystko więc on też powinien. Chłopak zatrzymał się gdy usłyszał za sobą znajomy dziewczęcy głos.
- Hej Taro! Co tu robisz? - Zapytała Kaori.
- Kaori. Hej. Ja nic nie robię, a ty? - Zapytał Chłopak.
- Miałam iść zrobić zakupy. Przejdziesz się ze mną?
- Czemu nie.
Chłopak szedł u jej boku. Cieszył się za nim zauważył uciekającą Yui ściganą przez Lena.
- Yui zeżarłaś moje ciastko! - Krzyczał Len.
- Mówiłam ci, że to nie ja! - Wrzeszczała Yui.
Kiedy zobaczyła Taro i Kaori zwolniła i schowała się za nimi.
- Taro ratuj ten metalowy zboczeniec mnie goni! - Krzyczała Yui.
- I co, mam go zabić? - Zapytał chłopak.
- Tak!
- Wybacz Len, ale nie mogę pozwolić, aby dziewczyna była bita. - Wypowiadając te słowa ściągnął kurtkę, a jego ręce pokryły się piorunami.
- Taro nie mów, że bronisz tej idiotki! Myślałem, że jesteś spoko, ale jeżeli chcesz się bić to znaczy, że jesteś prawdziwym mężczyzną. Nie mogę odmówić ci walki. Gehee. - Powiedział Len uśmiechając się w charakterystyczny sposób.
Niestety wybrali złe miejsce. Była to aleja stoisk. Kiedy na siebie ruszyli rozwalili trzy stoiska. Pioruny waliły w wszystkie ściany budynków. Metal co chwile wbijał się w ziemię i stragany. Taro uderzył Lena w brzuch. Ten otarł ręką krew lecącą z jego ust. Ruszył na piorunowego chłopaka. Oddawał mu ataki tak szybko, że prawie nie było tego widzieć. Lecz po minie Taro było widać, że go to prawie nie boli. Uderzył Lena pięścią w dolną część czaszki. Chłopak wpadł na budynek i zrobił w nim dziurę. Wstał i walnął Taro w klatkę piersiową. W tedy pioruny pokryły obu chłopaków. Było słychać krzyki Lena. W jednej chwili znikli dziewczyną z oczu.
- Kaori trzeba iść po rodziców! Oni zaraz rozwalą całą aleje! - Krzyczała Yui.
- Spróbuj ich powstrzymać, a ja po nich pobiegnę! - Wrzeszczała Kaori.
- Tylko się pospiesz! - Zawołała blondynka, kiedy Kaori już zaczęła biec.
Yui pobiegła w stronę odgłosów walki. Kiedy znalazła się na miejscu zobaczyła piekło. Jej przyjaciele nie żartowali oni naprawdę się bili. Była to walka na śmierć i życie? Stała jak sparaliżowana. Ludzie uciekali, krzyczeli i panikowali. Co ona miała zrobić. W tej chwili zobaczyła dziecko płaczące w samym środku walki. Pobiegła w jego stronę. Złapała je w chwili gdy odłamek budynku spadał na nie. Yui nie pozostało nic jak użyć magi. W jednej chwili odłamek pokrywał się płomieniami. Dziewczyna i dziecko byli w środku tej wielkiej ognistej kuli. Kiedy Len i Taro to zobaczyli przestali się bić i pobiegli do niej i dziecka. Było to trudno bo oboje mocno byli poturbowani. Yui wypuściła dziecko z objęć, a ono pobiegło do mamy.
- Dziękuje ci dziewczyno. - Powiedziała matka dziecka.
- To nic wielkiego dla maga z Fairy Tail. - Mówiła Yui ledwo trzymając się na nogach.
Chwile później przyszli rodzice wraz z dziećmi. Czyli prawie cała gildia.
- Yui! - Krzyczała Kaori kiedy Yui upadała na kolana.
- Trzymaj się! - Wrzeszczał Taro i Len w tej samej chwili.
Natsu ich wyprzedził podbiegł do córki. Pomógł jej wstać, ale dziewczyna czuła gniew ojca. Jego groźny wzrok był tak przerażający, że poczuła dreszcz na plecach.
- Coś ty narobiła?! - Krzyczał Natsu.
- Wybacz mi ojcze. - Powiedziała lekko drżącym głosem.
- A wy macie się zjawić w gildi w moim gabinecie. - Powiedział to Taro i Lena. - Ciebie Yui nie ominie kara. Masz iść do domu, a jeżeli niego wyjdziesz to tylko pogorszysz swoją sytuacje. Loki będzie cię pilnował. Nie waż mi się nawet myśleć o ucieczce!
Po tych słowach odwrócił się od niej i zaczął iść w stronę gildi. Reszta patrzyła to na niego to na trójkę dzieciaków. W końcu poszli za Natsu do gildi. Rei podszedł do Taro i szarpnął go za rękaw kurtki.
- Dlaczego zaatakowałeś Lena? - Zapytał zdenerwowany Rei. - Yui przez ciebie będzie miała przerąbane. Nie musiałeś go atakować!
- Hej Rei uspokój się. To nic mojego ojca nie ma w domu bo wyruszył na misje. - Mówił Len.
- To nie zmienia faktu, że nie powinien wszczynać bójki!
- Zamknij się Rei! Ty nie wiesz jak było naprawdę. Więc nie wiń go. - Powiedziała Yui.
- Ale to przez niego masz kłopoty! Len i tak by cie nie skrzywdził! - Krzyczał Rei.
- Nie obchodzi mnie to! To ja go sprowokowałam!
- Yui ma racje. To nic. Trudno stało się więc się nie odstanie. Nie musiałem przyjmować wyzwania. Moja wina też w tym jest. - Mówił Len.
Rei zacisnął pięści i poszedł w stronę gildi. Taro i Len popatrzyli na Yui, która siedziała na kolanach było widać, że było jej przykro, ale to ukrywała. Kiedy podeszli ją przeprosić zobaczyli, że płacze.
- Yui wybacz to przez nas masz kłopoty. - Powiedział Len.
- To nie wasza wina. Powinnam była być rozsądniejsza. - Mówiła Yui.
Taro ukucnął przy niej i pogłaskał ją po głowie, mówiąc:
- Dobrze się spisałaś ratując to dziecko.
Len odszedł od nich, ponieważ był zazdrosny. Taro wstał i poszedł do gildi. Dziewczyna wstała i zaczęła iść w stronę domu. Wiedziała, że w domu czeka ją areszt domowy. Kiedy szła przez ulice nie mogła powstrzymać łez. Leciały ciurkiem. Nie lubiła zawodzić ojca i matki. Przez nią jej przyjaciele będą skarceni. Nie chciała, żeby to się tak potoczyło, a jednak tak się stało. Resztę drogi biegła. Kiedy tylko weszła do domu czym prędzej poszła do swojego pokoju i usiadła na łóżku. Zawiodła się na bracie. W głębi duszy cieszyła się, że mogła zostać sama. Musiała to wszystko przemyśleć w spokoju.