sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 4

Rada gildi Fairy Tail się zebrała. Należało do niej pięć osób: Natsu, Erza, Levy, Gray i Mira, ale zjawili się wszyscy oprócz Yui. Natsu wstał z miejsca i powiedział:
- Zebraliśmy się tu dzisiaj, aby omówić zdarzenie jakie miało miejsce. - Zaczął. - Proszę o powstanie osób winnych za to zamieszanie nie licząc mojej córki, której z nami nie ma.
Taro i Len wstali. Byli zdenerwowani, ponieważ widzieli gniew swoich rodziców.
- Podejdźcie do stołu i opowiedzcie to zdarzenie. - Mówił Natsu.
- Byłem w gildi - Zaczął Len - Kiedy Yui zjadła moje ciastko. Mówiła, że ona tego nie zrobiła. Zacząłem ją gonić, a ona wybiegła z gildi. Zaczęła biec w stronę straganów. Kiedy zauważyłem Taro. Ona schowała się za nim. Zaczęła mówić, że...
- Len teraz ja opowiem. - Przerwał Taro. - Powiedziała dla jaj, że mam się z nim bić. Rzuciłem wyzwanie, a on je przyjął jak na mężczyznę przystało. No i później zaczęła się nasza walka.
- Wiecie, że za bójkę nie jestem zły, ale naraziliście życie niewinnych ludzi! Co oni pomyślą o gildi! Macie szczęście, że waszych ojców nie ma. To co się stało proszę zachować dla siebie, lecz jeżeli to się powtórzy dostaniecie gorszą karę, a kara za dzisiaj to naprawa całej alejki. Czy wyraziłem się jasno?! - Mówił Natsu.
- Tak mistrzu Natsu. - Odpowiedzieli prawie krzycząc równocześnie. 
- Jeszcze jedno. Mira i Levy nie każcie swoich dzieci, dostali wystarczającą kare. To wszystko. Uznaje za naradę skończoną. Proszę się rozejść.
 Karen podbiegła do Taro i przytuliła go.
- Nie możesz się bić. Musisz być miły i kochany. - Powiedziała dziewczynka.
- Chodź Karen! - Wołał Romeo.
- Już tatusiu! - Krzyknęła i puściła chłopaka. - Papa Tarusiu!
- Na razie Karen. - Powiedział uśmiechając się do niej.
Po chwili chłopacy wyszli z sali i poszli naprawiać aleje. Sala wyglądała na pustą, ale nie była. Emiko stała za filarem w cieniu i nie było jej widać. Nikt nie zauważył, że jej brakuje więc miała większe szanse na niezauważenie. Obserwowała Taro od kiedy nauczyła wtapiać się w cień. Wiedziała o nim prawie wszystko. Zdziwiła ją reakcja Karen, ale chłopak jest  bardzo opiekuńczy. Po chwili wyszła z sali i poszła do Kaori i reszty babskiego grona. Nikt już nie wspominał o awanturze tylko się śmiali. Najdziwniejsze było to, że Emiko się uśmiechnęła! Dziewczyna, która ma charakter po ojcu!

***
Wiem, że krótki, ale zawsze coś. :)

Przerwa

Wybaczcie, ale 19 sierpnia jadę na obóz w góry, gdzie nie ma internetu. Wracam dopiero 29 wiec nie będę pisać przez jakiś czas. Może uda mi się napisać krótki czwarty rozdział, ale mam nadzieje, że mi wybaczycie.

piątek, 16 sierpnia 2013

Komentarz

Jeżeli moja opowieść ci się podoba proszę zostaw komentarz :) .

Rozdział 3

Wieczorem po rannej awanturze Taro jak zwykle siedział do późna z dorosłymi. Tym razem Laxus dopilnował, aby nie pił. Chłopak siedział sobie na krześle i bujał się na nim.
- Dobrze jest już późno musimy wyjść. Obiecałem Mirze, że zamknę. - Powiedział Laxus.
Wszyscy wstali nie chętnie, posprzątali i zaczęli wychodzić. Kiedy Laxus i Taro chcieli zamknąć gildie zauważyli kobietę idącą w ich stronę.
- Przepraszam czy pani do gildi? - Zapytał Taro.
- Czy jest tu mistrz Natsu? Mam dla niego pilną wiadomość. - Powiedziała kobieta.
- Wejdźmy do środka. - Zaproponował Laxus. 
 Kobieta usiadła przy jednym z kilku stolików. Ściągnęła kaptur z głowy. Wyglądała młodo. Musiała mieć koło dwudziestki. Taro najbardziej podobały się jej fioletowe włosy. Długie i falowane.
- Nazywam się Sakura. Przybyłam z wioski Weed. Mieści się na południu. Ostatnio dziwne rzeczy działy się wokół. Uciekały ptaki i zwierzęta, było słychać dziwne dźwięki dochodzące z różnych stron świata, a ostatnio został spalony las. Kiedy poszliśmy to sprawdzić, znaleźliśmy ślady. Jak twierdzi nasza wódz, że to były ślady smoka. - Opowiadała kobieta.
 - Co powiedziałaś?! - Laxus wstał jak oparzony - To nie możliwe one wyginęły!
- Też tak myślałam, ale ja widziałam te ślady i jestem pewna, że to były ślady smoka!
- Tato uspokój się. Przepraszam panią, mój ojciec jest impulsywny. - powiedział Taro broniąc ojca.
- Nic się nie stało, ale to wszystko co chciałam przekazać. Przepraszam, ale muszę już iść. - Sakura nałożyła kaptur i wyszła. Nie zatrzymali jej. Taro wiedział, że gdyby powiedział coś do ojca ten od razu by się wkurzył. Więc czekał , aż sam coś powie.
- Idziemy do domu. - Powiedział Laxus bardzo poważnie. Jego syn wiedział, że gdyby go nie posłuchał, ojciec wybuchłby i cały  pokryłby się piorunami. 
Do domu wracali w milczeniu. Było tak cicho, że Taro słyszał jak krople deszczu spadały na drogę. W końcu zebrał się w sobie i powiedział:
- Ojcze, powiedz jak smoki wyginęły?
- Było to w roku siedemset siedemdziesiątym siódmym, siódmego lipca. Nagle zniknęły. Nikt nie wie gdzie są, ani czy kiedyś powrócą, ale jestem pewien, że ona kręci. - Opowiedział Laxus.
- Więc co zrobimy?
- Nikomu nic nie powiemy. Nawet Natsu. Pojadę jutro tam i to sprawdzę.
- Chce jechać z tobą. Pozwól mi.
- Nie. Jeżeli ona kręci może być to pułapka. Nie mogę narażać twojego życia, a Mira i tak by ci nie pozwoliła.
- Wiem o tym.
Doszli do domu. Przy wejściu czekała na nich Mira, ale nie była zła.
- Witajcie. - Powiedziała podchodząc do Laxusa i całując go w policzek.
- Cześć. - Powiedział zarumieniony Laxus.
-  Hej mamo. - Przywitał się syn.
Taro pobiegł do swojego pokoju. Miał ochotę wziąć kąpiel i położyć się spać, ale jego mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Nasunął na siebie kołdrę i zasnął. Kiedy się obudził było koło siódmej. Słyszał, że jego rodzice już nie śpią. Zszedł na dół. Słyszał jak jego rodzice rozmawiają.
- Laxus proszę cię nie możesz tam iść sam. Pójdę z tobą. Taro jest dorosły poradzi sobie. - Mówiła Mira. 
- Musisz z nim zostać. Jeżeli zostałby sam poszedłby za nami. Dobrze o tym wiesz. - Powiedział Laxus przytulając płaczącą żonę. 
- Mamo, tato czy coś się stało? - Zapytał Taro.
 Laxus i Mira odskoczyli od siebie. Jego ojciec nie chciał się z nim pożegnać, chłopak czuł jak wszystko się w nim gotuje. Widocznie rodzice to poczuli bo zaczęli się tłumaczyć.
- Synu dzisiaj wyruszę do wioski Weed.
- Dlaczego nie chciałeś się ze mną pożegnać?! Myślałem, że jesteś inny! Ja myślałem, że mi ufasz! - Krzyczał Taro. 
 Chłopak wybiegł z domu. Rodzice go nie zatrzymywali. Gildia była zamknięta, więc nie miał gdzie iść. Biegł przez jakiś czas gdy dobiegł do wyjścia z miasta. Chciał uciec. Wszystkim się wydaje, że przesadza, ale tak nie jest. Jego ojciec zawsze wszystko mu mówił, a teraz nigdy mu już tego nie wybaczy on kazał mu mówić wszystko więc on też powinien. Chłopak zatrzymał się gdy usłyszał za sobą znajomy dziewczęcy głos.
- Hej Taro! Co tu robisz? - Zapytała Kaori.
- Kaori. Hej. Ja nic nie robię, a ty? - Zapytał Chłopak.
- Miałam iść zrobić zakupy. Przejdziesz się ze mną?
- Czemu nie.
Chłopak szedł u jej boku. Cieszył się za nim zauważył uciekającą Yui ściganą przez Lena.
- Yui zeżarłaś moje ciastko! - Krzyczał Len.
- Mówiłam ci, że to nie ja! - Wrzeszczała Yui.
Kiedy zobaczyła Taro i Kaori zwolniła i schowała się za nimi.
- Taro ratuj ten metalowy zboczeniec mnie goni! - Krzyczała Yui.
- I co, mam go zabić? - Zapytał chłopak.
- Tak!
- Wybacz Len, ale nie mogę pozwolić, aby dziewczyna była bita. - Wypowiadając te słowa ściągnął kurtkę, a jego ręce pokryły się piorunami.
- Taro nie mów, że bronisz tej idiotki! Myślałem, że jesteś spoko, ale jeżeli chcesz się bić to znaczy, że jesteś prawdziwym mężczyzną. Nie mogę odmówić ci walki. Gehee. - Powiedział Len uśmiechając się w charakterystyczny sposób.
Niestety wybrali złe miejsce. Była to aleja stoisk. Kiedy na siebie ruszyli rozwalili trzy stoiska. Pioruny waliły w wszystkie ściany budynków. Metal co chwile wbijał się w ziemię i stragany. Taro uderzył Lena w brzuch. Ten otarł ręką krew lecącą z jego ust. Ruszył na piorunowego chłopaka. Oddawał mu ataki tak szybko, że prawie nie było tego widzieć. Lecz po minie Taro było widać, że go to prawie nie boli. Uderzył Lena pięścią w dolną część czaszki. Chłopak wpadł na budynek i zrobił w nim dziurę. Wstał i walnął Taro w klatkę piersiową. W tedy pioruny pokryły obu chłopaków. Było słychać krzyki Lena. W jednej chwili znikli dziewczyną z oczu.
- Kaori trzeba iść po rodziców! Oni zaraz rozwalą całą aleje! - Krzyczała Yui.
- Spróbuj ich powstrzymać, a ja po nich pobiegnę! - Wrzeszczała Kaori. 
-  Tylko się pospiesz! - Zawołała blondynka, kiedy Kaori już zaczęła biec.
 Yui pobiegła w stronę odgłosów walki. Kiedy znalazła się na miejscu zobaczyła piekło. Jej przyjaciele nie żartowali oni naprawdę się bili. Była to walka na śmierć i życie? Stała jak sparaliżowana. Ludzie uciekali, krzyczeli i panikowali. Co ona miała zrobić. W tej chwili zobaczyła dziecko płaczące w samym środku walki. Pobiegła w jego stronę. Złapała je w chwili gdy odłamek budynku spadał na nie. Yui nie pozostało nic jak użyć magi. W jednej chwili odłamek pokrywał się płomieniami. Dziewczyna i dziecko byli w środku tej wielkiej ognistej kuli. Kiedy Len i Taro to zobaczyli przestali się bić i pobiegli do niej i dziecka. Było to trudno bo oboje mocno byli poturbowani. Yui wypuściła dziecko z objęć, a ono pobiegło do mamy.
- Dziękuje ci dziewczyno. - Powiedziała matka dziecka.
- To nic wielkiego dla maga z Fairy Tail. - Mówiła Yui ledwo trzymając się na nogach.
Chwile później przyszli rodzice wraz z dziećmi. Czyli prawie cała gildia.
- Yui! - Krzyczała Kaori kiedy Yui upadała na kolana. 
- Trzymaj się! - Wrzeszczał Taro i Len w tej samej chwili.
 Natsu ich wyprzedził podbiegł do córki. Pomógł jej wstać, ale dziewczyna czuła gniew ojca. Jego groźny wzrok był tak przerażający, że poczuła dreszcz na plecach.
- Coś ty narobiła?! - Krzyczał Natsu.
- Wybacz mi ojcze. - Powiedziała lekko drżącym głosem.
- A wy macie się zjawić w gildi w moim gabinecie. - Powiedział to Taro i Lena. - Ciebie Yui nie ominie kara. Masz iść do domu, a jeżeli niego wyjdziesz to tylko pogorszysz swoją sytuacje. Loki będzie cię pilnował. Nie waż mi się nawet myśleć o ucieczce!
Po tych słowach odwrócił się od niej i zaczął iść w stronę gildi. Reszta patrzyła to na niego to na trójkę dzieciaków. W końcu poszli za Natsu do gildi. Rei podszedł do Taro i szarpnął go za rękaw kurtki.
- Dlaczego zaatakowałeś Lena? - Zapytał zdenerwowany Rei. - Yui przez ciebie będzie miała przerąbane. Nie musiałeś go atakować!
- Hej Rei uspokój się. To nic mojego ojca nie ma w domu bo wyruszył na misje. - Mówił Len.
- To nie zmienia faktu, że nie powinien wszczynać bójki!
- Zamknij się Rei! Ty nie wiesz jak było naprawdę. Więc nie wiń go. - Powiedziała Yui.
- Ale to przez niego masz kłopoty! Len i tak by cie nie skrzywdził! - Krzyczał Rei.
- Nie obchodzi mnie to! To ja go sprowokowałam!
- Yui ma racje. To nic. Trudno stało się więc się nie odstanie. Nie musiałem przyjmować wyzwania. Moja wina też w tym jest. - Mówił Len.
Rei zacisnął pięści i poszedł w stronę gildi. Taro i Len popatrzyli na Yui, która siedziała na kolanach było widać, że było jej przykro, ale to ukrywała. Kiedy podeszli ją przeprosić zobaczyli, że płacze.
- Yui wybacz to przez nas masz kłopoty. - Powiedział Len.
- To nie wasza wina. Powinnam była być rozsądniejsza. - Mówiła Yui.
Taro ukucnął przy niej i pogłaskał ją po głowie, mówiąc:
- Dobrze się spisałaś ratując to dziecko.
Len odszedł od nich, ponieważ był zazdrosny. Taro wstał i poszedł do gildi. Dziewczyna wstała i zaczęła iść w stronę domu. Wiedziała, że w domu czeka ją areszt domowy. Kiedy szła przez ulice nie mogła powstrzymać łez. Leciały ciurkiem. Nie lubiła zawodzić ojca i matki. Przez nią jej przyjaciele będą skarceni. Nie chciała, żeby to się tak potoczyło, a jednak tak się stało. Resztę drogi biegła. Kiedy tylko weszła do domu czym prędzej poszła do swojego pokoju i usiadła na łóżku. Zawiodła się na bracie. W głębi duszy cieszyła się, że mogła zostać sama. Musiała to wszystko przemyśleć w spokoju.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 2

Po śmierci Gildartsa minęło dziesięć lat. Wszystko się zmieniło. Nikt już nie pamięta o zarazie. Niektóre gildie znowu powstały. Wracając do Fairy Tail. Natsu został mistrzem. Erza i Jellal mają dziesięcioletnią córkę Kikyo o szkarłatnych, długich włosach. Romeo i Wendy mają córeczkę  sześcioletnią Karen. Dzień zaczął się normalnie wszyscy byli już w gildi. Rozmawiali, śmiali się i pili.
- Hej Taro! - Krzyknął Kayo.
- Siema. - Powiedział zaspany Taro.
- Czy coś nie tak?
- Siedziałem do późna z dorosłymi. Jestem nie wyspany.
- Cana dała ci alkohol? 
- Oczywiście, że nie.
 Usiedli obok reszty dzieciaków, kiedy do gildi weszła Yui.
- Siema ludziska! - Krzyknęła z całych sił.
- O Yui przyszła. - Powiedział uradowany Taro. - Hej! Chodź i przyłącz się do nas.
Było to trochę dziwne, że przyszła później niż jej brat i rodzice. Taro jest najbardziej pożądanym młodym chłopakiem. Jest też uwielbiany przez młodszych od siebie facetów, ale jego słabością jest Karen. Nie umie jej odmówić nawet jazdy na barana. Przez co dziewczyny uważają go za opiekuńczego. Taro najbardziej boi się swojej wściekłej matki. Jest tylko jedna osoba która go nie lubi jest nią Rei brat Yui.
Cana usiadła przy barku. Jak zwykle przyszedł z nią Bacchus z Irmelin, którzy się kłócili. Kiedy Mira zauważyła, że Cana jest przygnębiona nalała jej kufel piwa. Dziewczyna uśmiechnęła się wolno i wzięła od niej kubek.
- Czy coś się stało Cana? - Zapytała Mira.
- Jak by to powiedzieć. Widzisz mojego męża i córkę? - Zapytała Cana.
- Tak. Chyba się kłócą. 
 - Tak jest od kiedy Irmelin poznała swoją moc. Chce iść na misje, ale ja i Bacchcus boimy  się ją puścić. Kłócili się całą noc.
  - To naprawdę męczące.
  - Ty masz dobrze, masz syna który wspaniale dogaduje się z ojcem, a moja córka i ja to chaos. Ona o niczym mi nie mówi. Wszystkiego dowiadywałam się wczoraj od Taro. 
 - Jak zaczęłaś ten temat to ile Taro wczoraj wypił?
- No ten eee...
- Cana proszę powiedz mi.
- Będzie z dziesięć kufli. - Powiedziała tak cicho, że prawie nie było słychać, ale Mira dobrze usłyszała.
- Co!!
- To nie był mój pomysł.
 Mira spojrzała w stronę syna i podeszła do niego.
- Taro. - Powiedziała najbardziej poważnym tonem na jaki było ją stać. 
Chłopak zdziwiony tonem matki wstał jak poparzony wywracając przy tym krzesło.
- T..tak mamo? - Zapytał lekko zdenerwowany.
- Powiedz mi ile wczoraj wypiłeś? - Zapytała tak przerażająco, że reszta dzieciaków się rozeszła.
- Mamo. - Uklękną przednią błagalnie. - To był pomysł taty nie mój. To on kazał mi wypić te dziesięć kufli.
Mira złapała kołnierz kurtki syna i pociągnęła go do Laxusa.
- Laxus! - Krzyczała wściekła Mira. Słyszała za sobą ciche modlenie syna. - Gdzie jesteś?!
- Nie drzyj się jak głupia. - Powiedział Laxus.
- Jak mogłeś pozwolić pić alkohol naszemu synowi?!
- Normalnie mogłem.
- Przecież to jeszcze dziecko i to niepełnoletnie!
- Tak rozumiem źle zrobiłem, ale on jest mężczyzną nie potrzebuje matki która go pilnuje na każdym kroku. Daj mu spokój. Tak kochanie?
Laxus wiedział, że Mira uwielbiała jak tak ją nazywał, a mówił tak do niej naprawdę rzadko.
- Dobrze, ale nie możesz pozwolić aby zatruwał swój organizm. 
- Ja pije od szesnastu lat. - Wtrąciła się Cana.
 Laxus przytulił Mire i rozluźnił uścisk jej ręki na kurtce syna. Uśmiechnął się do niego i kazał mu zmiatać. Taro nie zastanawiał się dłużej i wziął nogi za pas. Kiedy dobiegł do stołu gdzie siedział przed chwilą wszystkie spojrzenia skierowały się na nie go nawet Bacchus i Irmelin przestali się kłócić. Chłopak podniósł krzesło drżącą ręką i usiadł. Nie mógł dłużej ustać na nogach. Yui podeszła do niego i usiadła obok.
- Wszystko w porządku? - Zapytała dotykając jego ramie. Drgnął pod jej dotykiem.
- Moja matka jest idiotką. - Powiedział cicho. - Ale wszystko jest w porządku. - Uśmiechnął się, ale dziewczyna widziała, że był roztrzęsiony. Kto by się nie bał wkurzonej Miry. 
- To dobrze. - Odpowiedziała uśmiechając się.
 Kiedy tak na nią spojrzał zastanawiał się kiedy stała się tak piękna. Odwrócił wzrok bo poczuł, że się rumieni. Było mu wstyd, że wszyscy to widzieli. Chłopacy którzy go uwielbiali pewnie pomyślą, że jest cykorem, ale musiał to przeżyć.

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 1

9 LAT PÓŹNIEJ


Zaraza dopadła Magnolie atakowała tylko magów ale nie wszystkich. Kiedy znaleźli antidotum dla niektórych było już zapóźno. Jej objawy to:
                                                      - ból głowy
                                                      - gorączka
                                                      - powstawanie sińców na skórze
                                                      - śmierć w męczarniach
Ten dzień nie należał do najlepszych. Płacz, krzyki, strach i samotność to uczucia i emocje które krążyły w gildi Fairy Tail. Śmierć Gildartsa była trudna do przeżycia. Najpierw mistrz Makarov, Macao, Wakaba, Max, Nab,Vijeeter, Reedus, Droy, Warren i Gildarts. Cana płakała wtulając się w Bacchusa z którym trzy dni temu świętowała swój ślub. Pijąc i śmiejąc się ze swoim ojcem i przyjaciółmi. Ich mała córka Irmelin trzymała się nogawki matki i płakała.
- Już dobrze Irmelin. - Powtarzał Bacchus głaszcząc ją po głowie.
- Ale ja chce do dziadka Gildarsa!  Chce do niego na barana! - Krzyczała płacząc Irmelin. 
Pogrzeb odbył się wolno, ponieważ ksiądz się spóźnił. Lucy siedziała i trzymała za rękę Natsu, a na jego kolanach siedziała ich córka Yui. Wtulona w jego garnitur. Obok siedział ich syn Rei. Juvia stała obok swojego męża Gray'a i dwójki dzieci Kaori i Koji. Levy przytuliła się do Gajeela a po między nimi stała dwójka ich dzieci Len i Emiko. Wendy przymała za rękę Romeo i powstrzymywała się od płaczu. Erza stała przy drzwiach czekając na Jellala. Mira przyszła z Laxusem i ich synem Taro. Alzak i Bisca wraz z Asukom siedzieli przy Lucy. Elfman i Evergreen siedzieli ze swoim synem Kayo. Lissana, Freed i Bickslow stali obok Mirajane i Laxsusa. Laki i Jet  przyszli na ostatnią chwile. Najbardziej spóźnił się Jellal. Przez Erze został skarcony za to. Kiedy wszyscy przyszli odbył się pogrzeb. Ksiądz wszedł do sali wszystkim puściły im nerwy jak jeden pies się popłakali nawet Laxsus. Cana wstała i powiedziała:
- Natsu proszę cię o wypowiedzenie słów. Ty najlepiej go znałeś. - Poprosiła Cana.
 -Dobrze. - Odpowiedział różowowłosy. 
Natsu ściągnął z kolan córkę i podszedł do grobu. Przez chwile zastanawiał się co powiedzieć. Wszyscy czekali cierpliwie na jego wypowiedź. W końcu przemówił:
- Gildarts był jedynym w swoim rodzaju. Zawsze umiał nas rozbawić. Nigdy nie było sytuacji żeby nam nie pomógł. Mogliśmy go poprosić o wszystko. Dla nas wszystkich był ważny, ale... - Urwał w pół zdania. Próbował powstrzymać łzy. - ale go już nie ma.
 Natsu wrócił na swoje miejsce. Lucy podała mu chusteczkę. Chłopak wziął od niej materiał i gdy przyłożył ją do nosa łzy same mu popłynęły. Gray, Gajeel, Jellal i Natsu wzięli trumnę i zanieśli ją na cmentarz tam położyli, inni kładli kwiaty i modlili się żeby znalazł spokój. Wszyscy razem wrócili do gildi. Kiedy szli przez ulice w deszczu na czarno ubrani ludzie którzy przechodzili obok bardzo im współczuli. Przez zarazę tak wielu magów zginęło. Większość gildi się rozpadła, ale nie Fairy Tail!



***
Proszę o szczere wypowiedzi czy się podobało :D. Jestem też przygotowana na uwagi.